Potwór na prezydenta!

Już w niedzielę wybory, a media milczą o najlepszym kandydacie na stanowisko Prezydenta Polski, jakim niewątpliwie jest Latający Potwór Spaghetti. Zatem wyręczamy i przedstawiamy Jego Makaronowość. Uprzedzając pytania, absolutnie nie ma problemu, że jest to Istota Boska, albowiem mamy już precedens mianowania Chrystusa „Królem Polski” przez Telewizję Trwam, więc Latający Potwór Spaghetti w roli Prezydenta jest jak najbardziej logiczną kontynuacją tego słusznego trendu. Kandydatura Potwora Spaghetti ma wiele niewątpliwych zalet, a mianowicie:

  1. Jest bezpartyjny i niezależny.
  2. Nie należał do PZPR.
  3. Nie miał żadnych, nawet teoretycznych, powiązań z tajnymi służbami jakiegokolwiek kraju.
  4. Ma imponujące doświadczenie w zarządzaniu wszechświatem, więc na pewno poradzi sobie z pojedynczym krajem.
  5. Jest bóstwem nowoczesnym, obytym w internetach i gotowym na wyzwania XXI wieku.
  6. Zawsze nosi patriotyczne kolory: biały makaron i czerwony sos.
  7. Nie może być oskarżony ani o szowinizm, ani o feminizm, ponieważ sam nie posiada płci i obie traktuje równo.
  8. Nie może być zastrzeżeń do jego preferencji seksualnych, ponieważ takowych nie ma i nie wtyka swojej macki innym do łóżek.
  9. Jest wszechpotężny, więc gwarantuje militarne bezpieczeństwo kraju – dzięki temu możemy zmniejszyć wydatki na wojsko do zera.
  10.  Lata sam, więc nie będzie korzystał z rządowych samolotów ani żadnych innych środków transportu, tym samym nie jest narażony na koszty, awarie czy też kolizje drogowe.
  11.  Gwarantuje dobre relacje z USA, ponieważ jego pierwszy prorok Bobby Henderson jest Amerykaninem.
  12.  Kontroluje grawitację, więc może przyciągać do Polski zagraniczne inwestycje (zwłaszcza kulinarne).
  13.  Potrafi oddzielić Państwo od Kościoła tak samo łatwo jak kuchnię oddziela się od salonu.
  14.  Ma nieskończenie wiele macek, w których może trzymać nieskończenie wiele długopisów, którymi podpisze niezwłocznie wszystkie słuszne ustawy.
  15.  Zadba o środowisko i rolnictwo, ponieważ dobrze zdaje sobie sprawę, że bez nich nie wyrośnie nam dobra pszenica na mąkę durum.
  16.  Zadba o zasoby wodne, które są konieczne nie tylko dla wyrobu piwa, ale także do ugotowania makaronu i zrobienia sosu.
  17.  Potrafi pogodzić ze sobą wszystkich Polaków, zapraszając ich do stołu – a wiadomo przecież, że droga do serca prowadzi przez żołądek. 🙂

 Oddajcie zatem głos na Latającego Potwora Spaghetti już w najbliższą niedzielę!

28 czerwca wszyscy do urn!

~Sergio Gatto

Mały słownik Pastalogiczny cz.1

Pastalogia (pastologia) – nauka* o Latającym Potworze Spaghetti, pastafarianizmie i makaronie. Ponieważ pastafarianizm nie wyklucza ani nie zaprzecza istnienia innych kreatorów niż Potwor, celem pastalogii nie jest udowodnienie, że Latający jest jedynym Kreatorem. Celem pastalogii jest dowodzenie, że Latający jest takim samym Kreatorem jak inni bogowie. Pastalogia narodziła się w Europie na początku XXI wieku co oznacza, że ma pełne prawo czerpać z tradycji judeochrześcijańskiej oraz z różnorodnych nurtów filozoficznych (w tym myśli ateistycznej). Pastalogia – w swoim dążeniu do opisania swoistych dla niej Potwornych przedmiotów badań – jest tak samo równouprawniona jak filozofia, teologia czy nauki przyrodnicze**.
 *Ks. prof. Adam Olszewski stwierdził, że „Teologia jest nauką ponieważ nasze ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zalicza teologię do nauk. I koniec.” Niestety, pastalogia nie jest jeszcze nauką w tym sensie.
 **Pastafarianizm jest religią empiryczną.

~moszym

Bavette ze szparagami

Jego Mackowatość słynie ze świetnego gustu i lubi łączyć się w pary że znakomitym towarzystwem. Niewątpliwie należą do nich szparagi, które obficie występują w Polsce, kraju semolina i szparagami płynącym. Ze szparagów odciąć zdrewniałe końcówki. Część dalsza łykowatą zgrabnie ogół nożykiem do obierania warzyw.
Podziel szparagi na cząstki długości paznokcia dłuższego.  Do garnuszka małego wody wlewamy i solimy ostrożnie. Do gotującej się wody wrzucamy dalsze części szparagów na minut 2-3. Nie wrzucamy kwiatów.
Na patelni oliwę szlachetną i posiekaną młoda jedna cebulę o dużej głowie złocimy z soki drobiną. W czasie tem jego Semolinowość gotujemy na mniej niż al dente. Ponieważ szparagi po 3 minutach wyjęlismy z gara, możemy trochę wody szparagowej wlać do gotującego się makaronu.
Teraz uwaga! Na patelnię z cebulką zeszkloną wrzucamy szparagi ugotowane al dente, dodajemy trochę masła, świeży pieprz oraz małe dwie chochelki wody, w której gotowaliśmy makaron! Dorzucamy kwiaty szparagów, chwilę mieszając odparowujemy wodę żeby sos zgęstniał  i mieszamy z sosem makaron oraz ser do parmezanu podobny lub jego samego.
Podawać, nawijać i zjadać!

~ijareek

Jak zostać Piratem

Ahoj Psubraty! Ocieplenie klimatu ostatnio zeszło na boczny tor głównych zagrożeń dla naszej planety przez pandemię. Prawdą jest, że naszymi drogami jeździ mniej aut niż zwykle, ludzie chętniej przesiadają się na rowery i nawet w brukowcach można przeczytać o magicznie samonaprawiających się dziurach ozonowych rekordowej wielkości. Jednak można mieć takie swoiste wrażenie, jakby po pandemii wszystko w tych kwestiach miało być po staremu i nawet gdyby nie wróciło to poprawa ta nie byłaby wystarczającą dla klimatu. Jest to słuszne wszak wszyscy tknięci makaronowymi mackami wiedzą, że najważniejszą przyczyną zmian klimatu jest gwałtowny spadek liczby piratów, narodu wybranego Jego Makaronowatości. Wcale nie pomagają rozrastające się grupy przestępcze w Somalii, ludzie nielegalnie pobierający rzeczy z internetu. Nawet coraz więcej znaczące w polityce różnych państw ,,partie piratów” nijak mają się do zmian klimatycznych na lepsze w większej skali. Wszystkie te grupy trudnią się podobnymi rzeczami co piraci np. plądrowaniem. Niestety zapominają o najważniejszym, jest to piracki styl życia, którego to tajniki chciałbym wytłumaczyć w tej mini serii. 
Prędzej czy później spotkamy się ze statkiem który koniecznie trzeba splądrować. Jak ubrać się na takie arcypirackie wydarzenie? 

1. Obowiązkową cechą pirata mężczyzny musi być charakterystyczna, długa, zaniedbana broda (analogicznie z pozostałymi włosami na ciele). Jest dowodem na przebycie długiego, trudnego rejsu przez posiadacza. Każdy w sytuacji ciągłych potyczek, sztormów, abordaży raczej będzie dbał o pomyślność wyprawy łupieżczej niż o pielęgnacji zarostu. Mało tego, dzięki niej będziemy sprawiać wrażenie groźniejszych i starszych, zbliżymy się w oczach wrogiej załogi do starych wyjadaczy, wobec których lepiej się poddać bez walki.  

2. Nakrycie głowy jest również bardzo ważne. Do dziś na jachty nie wpuszcza się osób bez nakrycia głowy. Na wodzie nie ma cienia, jesteśmy ciągle odsłonięci na działanie słońca. Śmierć przez udar słoneczny nie jest godną prawdziwego wilka morskiego. Oprócz zapobiegania mu, piracka czapka powinna pomagać nam w abordażu. Już czarnobrody wkładał do niej mieszankę powodującą silne wydobywanie się dymu- bardzo skuteczne w zastraszaniu wrogów. Na zimniejsze akweny polecane są ciepłe czapki z pomponami u góry- ten prosty wynalazek ostrzega żeglarzy o zbliżającym się uderzeniu w coś głową do dziś. 

3. Opaska na oko jest ostatnią rzeczą pomocną w ciągłych abordażach. Przyzwyczajała oko do ciemności panującej pod pokładem. Podczas walki na okręcie wroga po zejściu na przykład do ciemnej ładowni pełnej skarbów zmieniano szybko zasłonięte oko na te które było już przyzwyczajone do braku światła. Dobra powinna przepuszczać go jak najmniej tylko się da. Na koniec każdej części poradnika można będzie znaleźć tekst, pomocny do zdobycia drugiej połówki 19 września- w Międzynarodowy Dzień Mówienia Jak Pirat. Dzisiejszy brzmi: ,,Przepłynąłem siedem mórz i jesteś najbardziej lśniącym szkunerem jaki ujrzałem”.  
CDN 
~Paco, łowca alpak

Tekst powstał w ramach cyklu „Nowi tekściarze”.

Obraza uczuć

Mam na imię Krzysiu, jestem „mężczyzną w durszlaku”. Zarzuca mi się obrazę uczuć religijnych. Chcecie posłuchać? To posłuchajcie…

08.06.2019 Nabożeństwo ekumeniczne – Początek całej afery. Wspólna modlitwa o bezpieczeństwo uczestników Marszu, porozumienie ponad podziałami i Miłość wzajemną. Na koniec spisanie przez Policję na okoliczność rzekomej obrazy uczuć religijnych.

16.06.2019 Spisanie na Marszu w Częstochowie – Pozornie zupełnie inna sytuacja. Idę sobie z Marszem, próbuję nie wadzić nikomu. Zostaję spisany, bo „parodiuję strój księdza”.

Jakoś w końcówce 06.2019 Rozmowa z Panią Prokurator z Częstochowy – Pani Prokurator dzwoni do mnie, żeby móc z rozmowy sporządzić notatkę służbową. Dzięki niej nie muszę jechać i zeznawać, za co jestem wdzięczny.

Jakoś w początku 07.2019 Odmowa wszczęcia postępowania w Częstochowie – Pani Prokurator, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, wydaje postanowienie o odmowie przedstawienia mi zarzutów. To kończy procedurę w Częstochowie.

15.10.2019 Wezwanie na Policję – Sprawa warszawska natomiast nie przygasa, lecz płonie żywym ogniem. Otrzymuję pismo, wzywające mnie do stawiennictwa celem złożenia wyjaśnień.

06.11.2019 Przedstawienie zarzutu – Udaję się wraz z moim Obrońcą na Policję, wysłuchuję zarzutu i składam wyjaśnienia. Pytania podesłane przez Pana Prokuratora są obrzydliwie tendencyjne i nieuprawnione – przy każdym kolejnym muszę tłumaczyć, że moja wiara wcale nie jest „rzekoma”.

20.11.2019 Uzasadnienie zarzutu – Sformułowane zostaje tzw. „uzasadnienie”, z którego wynika, że czyn został popełniony, bo twierdzą tak zgłaszający…

02.01.2020 Powołanie biegłych psychiatrów – Pan Prokurator wydał postanowienie o powołaniu biegłych, argumentując, że skoro leczę się psychiatrycznie, to „zachodzi uzasadniona wątpliwość”, czy byłem poczytalny.

04.02.2020 Badanie przez biegłych psychiatrów – Biegłe psychiatry odbyły ze mną rozmowę krótką a treściwą. Zdaje się, że wypadłem dość dobrze, więc teraz czekać tylko aktu oskarżenia…

Makaron soba w bulionie

Krótka opowieść o tym jak poczuć się królem japońskiej odmiany Jego Mackowatości.

Wszyscy są zabiegani (lub wręcz zasiedziani). Danie proste i pyszne, sycące (jak wszystko, w czym macza mackę On). Do przygotowania między kolejnymi super ważnymi telekonferencjami o niczem.

Czas operacyjny 20 minut cennych.

Po pierwsze skąd wziął się pomysł na danie. Oglądałem jednym okiem (drugie zajęte było czytaniem maili) film na Cinemax, o młodym biednym człowieku, który mieszkał w Chinach, potrafił coś tam uczynić w kuchni, a jego matka mieszkała w Japonii, gdyż niepomna historii wdała się w związek z Japończykiem. Ponieważ film oglądałem bez dźwięku, to utkwił mi w pamięci przewijający się wątek przygotowywania makaronu z mąki gryczanej i podawaniu go na różne sposoby. Dlaczego by nie? Minut parę później okazało się, że mam Jego samego w postaci makaronu Soba więc do dzieła!

Składniki do pobrania:

– udek kurzych pozbawionych kości sztuk dwie (jak ktoś bardzo ma dużą dzicz do wykarmienia niech dorzuci ich więcej),

– dwa lub nawet trzy anyże gwiazdkowe

– siuch mały (czyli zapewne łyżeczkę) pieprzu syczuańskiego

– siuch do oprószenia sezamu ziaren

– makaron japoński Soba (makaron z mąki gryczanej)

– papryczka świeża i ostra chili

– kropel wiele oleju z sezamu dla smaku dodania

– mgnienie oka sosu ostrygowego lub rybnego

– liść laurowy w sztukach dwóch

Ja uwielbiam gotować w garnkach żeliwnych, ale wszystkich zapraszam do gotowania w czem popadnie byle się nie przypalało z lekkością zagapienia w chwili.

Do gara z lekko osoloną zimną wodą wkładam uda dwa (bez kości). Do wody dodaję także zioła powyżej wspomniane, czyli listki, pieprz i anyż. Dajmy się tałatajstwu zagotować i podtrzymujmy wraże podskakiwanie na ogniu małym jeszcze przez minut piętnaście. Odłowić należy odnóża ptaka. Odnóża podzielić na kawałki łatwe do chwycenia w kleszcze pałeczek. Podsmażyć na szybko w oleju (polecam kokosowy, bo smaku potrawom swego nie przydaje). Na szybko, czyli sekund trzydzieści parę w ogniu piekielnym. Do wciąż pyrkającego wywaru dokroplić sosu rybnego lub ostrygowego. Wrzucić makaron Soba, dorzucić pociętą w wąskie paski papryczkę (dla uwielbiających przygodę z zionięciem, to z pestkami, dla innych bez pestek). Zamieszać trochę, gotować po malutku 3 minuty tylko lub krócej.

I teraz podanie w sztuce swej wykonać należy (pamiętajcie o proporcji, gdyż rosołu z makaronem tu nie chcemy uzyskać): Do miski najpierw wędruje gęste, czyli Jegość w postaci Soba, przykryty po wierzchu mięskiem wybornem, polany wywarem, posypanym po wierzchu sezamem. Możliwem dla ozdoby i smaku dodania jest dodanie również na wierz posiekanego pora lub szczypiorku. Smacznego!

~ijareek

Tekst powstał w ramach cyklu „Nowi tekściarze”.

Makaronowa Kreacja

Chociaż wszyscy wiemy, że to Latający Potwór Spaghetti stworzył świat, pewnie rzadko zastanawiamy się, gdzie można wyraźnie ujrzeć oznaki Jego Makaronowej Kreacji. Nas samych nie stworzył na swój obraz i podobieństwo jako istot stricte węglowodanowych (dostaliśmy też nieco białek i innych farfocli), bo byłoby to zaiste mało praktyczne – prowadzenie auta przy pomocy macek spaghetti byłoby niewygodne, nie mówiąc o próbach dobierania odzieży pasującej na nasze klopsiki. Dlatego uznał, że wystarczy, abyśmy radośnie makaron spożywali, przy okazji wielbiąc naszego Stwórcę. Ponieważ Potwór obdarzony jest poczuciem humoru, ukrył rozliczne wskazówki co do swej makaronowej kreacji w wielu drobnych elementach otaczającego nas świata – nawet tych niewidocznych gołym okiem.
Najbardziej oczywistym przejawem makaronowej macki Stwórcy jest to, co stanowi esencję wszystkich organizmów żywych czyli kwasy nukleinowe – DNA jak i jednoniciowe RNA to wszak nic innego jak molekularny model fusili, makaronu w formie świderków idealnego do wszelakich sosików. Jest to kształt w pełni doskonały- dzięki spiralnej strukturze świderka sosik wraz z dodatkami idealnie oblepia wszelkie zakamarki, dzięki czemu każdy kęs makaronu niesie ze sobą bogactwo doznań smakowych. Nic dziwnego, że kształt ten stanowi podstawę życia na Ziemi.
Skoro już przy mikroskopowych tworach jesteśmy, warto zauważyć, że takie chociażby niektóre niepozorne okrzemki to personifikacja ditalini rigati, a rozliczne mikroby (ziarniaki, pałeczki, laseczki) powstały na kształt drobnych makaronowych kluseczek (orzo, corallini, puntine, risoni) idealnych do wszelakich zup, gdzie radośnie pływają w bulionie, ciesząc jednocześnie oko, jak i kubki smakowe. Przypadek? Nie zapominajmy, że w  pierwotnej zupie zwanej też prabulionem pierwszymi organizmami były właśnie jednokomórkowce. Zatem: zupa + makaron = bardzo fajny mix. Potwór wiedział, co robi!
Dotknięcie węglowodanowej macki możemy też dostrzec w naturze gołym okiem. Gdy mając apetyt na spaghetti wrzucamy do wrzątku zwinięty kłębek tagiatelle albo fettucine, łatwo zauważyć, że wygląda on jak ptasie gniazdo. Co więcej: ptaki znoszą jajka, a z jajek mamy makaron jajeczny. Istne koło życia.
Makaronowe conchiglie i inne muszelkowate kluski znalazły swe odzwierciedlenie w muszlach mięczaków, a różnorakie podłużne makarony jak choćby vermicelli (którego nazwa pochodzi od włoskiego słowa verme czyli glista) to prototyp wszelkich robaków i innych obłych stworzeń – może niezbyt urokliwych, ale nieraz niezbędnych w ekosystemie. Z kolei z okazji majowego święta sadzenia dyni warto się przyjrzeć nasionom dyni – przecież gołym okiem widać, że to nic innego jak kluseczki semi di melone! Można tak wymieniać w nieskończoność.
Aby utwierdzić się w przekonaniu, że Potwór Spaghetti stworzył nie tylko naszą planetę, ale i cały wszechświat, wystarczy spojrzeć w niebo. Nad naszymi głowami mamy bowiem niezbity dowód na rozmach Potwora – nocne niebo usiane jest przecież gwiazdkami makaronu stelline. Szach mat, niedowiarki.
Dowody na stwórcze działanie makaronowej macki są na wyciągnięcie ręki – otaczają nas dosłownie na każdym kroku. A aby je dostrzec, wystarczy jedynie odrobina chęci i żarliwej wiary w Potwora. Ramen!

~ Katja

Tekst powstał w ramach cyklu „Nowi tekściarze”.

„Munchkin”- zagrożenie czy dar Jego Makaronatowości?

Pastafarianie w większych miastach naszego kraju, innych niż te, w którym przyszło mi żyć, jeszcze zanim nastąpiła epidemia wirusa z koroną w nazwie, ochoczo urządzali spotkania, mające na celu wspólne granie w planszówki (nerdy). Wszyscy wiemy, że najlepsze są tytuły, które dostarczają nam duużooo śmiechu. Nikt nie lubi jak śmierdzący kuzyn-ciotki-babci Henryk dupek po raz kolejny stawia hotel na najdroższym polu na planszy i tylko czeka na ofiarę w poważnych grach (do dziś mu nie wybaczyłem, czego trochę się wstydzę). Kto z nas nie chciałby zagrać w takie tytuły jak: „Pędzące Żółwiki”, „Wybuchające kotki”, czy „Niedźwiedzie vs Bobasy” chociażby dla samej nazwy? Ja na pewno bym chciał. Do kategorii gier wywołujących głównie śmiech z pewnością można również zaliczyć popularnego „Munchkina”. Jest to prosta karcianka i działa trochę jak sesje RPG. Jedyna różnica to brak poniekąd trudnych mechanizmów z gry RPG. Dlaczego miałaby być zagrożeniem dla Pastafarian, miła osobo redagująca ten tekst? Już tłumaczę, tylko zanim zacznę pragnę napomknąć, że jestem ostatnią osobą mogącą wypowiadać się w imieniu KLPS i nie znam tej religii zbyt dobrze. Wszystko co napisane niżej to tylko moje przemyślenia. Stworzone zostały na podstawie dwóch świętych ksiąg przeczytanych raczej dla śmiechu podczas długiej podróży z Podlasia do Krakowa. Koniec o mnie, czas na serię argumentów z kapelusza!
1. Czemu mógłby zagrażać?
– Przede wszystkim Stwórca wyposażony w węglowodanowe macki wielokrotnie podkreśla, że bycie dupkiem jest raczej nieakceptowalne. Niestety, w grze tej jedną z głównych zasad jest właśnie, co za niespodzianka, bycie dupkiem. Wbijanie noży w plecy najlepszym przyjaciołom, kradzież ciężko zdobytych przedmiotów i inne czynności wpisujące się w niemilusią zasadę cel uświęca środki są tu chlebem powszednim. Nieładnie.
– W grze można umrzeć. Po śmierci nie przenosimy się do krainy z fabryką striptizerek dostosowanych do naszych potrzeb i wspaniałego wulkanu piwnego. Zamiast tego, tracimy jedną kolejkę i wszystkie przedmioty, które nosiliśmy w ekwipunku. Przekichane, gdyby nie było to oczywista fikcją.
-W samej polskiej podstawowej wersji gry nie ma karty Latającego Potwora Spaghetti (podobno istnieje w którymś rozszerzeniu. Niestety nikt nie mógł jej znaleźć – jeżeli ją posiadasz, prosimy podeślij w komentarzu). Jest za to marna podróba, zwana groźnie „Wielkim Przedwiecznym” lub „Cthulhu”. Jeszcze bardziej żenuje fakt poświęcenia mu całej oddzielnej edycji gry.
2.Dlaczego gra jest, że tak powiem spoko?
– Szykujmy opaski na oko i drewniane nogi do abordażu. Można grać w wersję o piratach.
– W grze nie do końca jesteśmy sobą. Odgrywamy postać. Jeżeli aktor jest Januszem Traczem na ekranie, nie znaczy to, że dzieli z nim charakter w prawdziwym świecie.
– Zastanówmy się czy Latający Potwór Spaghetti chciałby denerwować się jakimiś dyrdymałami ludzi. Przecież myśli i wie, że to nic nieznacząca zabawa. Nie obrazi się na śmierć za głupią planszówkę. To nie miałoby sensu, a przynajmniej tak się mi wydaje, ale nie jestem na tyle zaznajomiony z Jego religią.
Podsumowując, jak dla mnie twierdzenie, że takie błahostki mogą zagrażać pastafarianom jest lekko głupie. Jednocześnie podkreślam jeszcze raz, jestem tylko śmieszkiem rzucającym czerstwymi żartami. Zapraszam do dalszej wymiany argumentów za i przeciw oraz zaznaczam, że artykuł nie był sponsorowany przez dystrybutorów gry. Jest tylko przykładem i można tu wstawić dowolny tytuł z podobną mechaniką. Przepraszam też, że lekko ubliżyłem Wielkiemu Przedwiecznemu. Każdy potwór jest na swój sposób ciekawy i nie zasługuje na takie traktowanie.
Jeżeli nie znalazłaby się karta z Latającym Potworem Spaghetti, jakie nadalibyście mu moce? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach.
~Paco, łowca alpak

Tekst powstał w ramach cyklu „Nowi tekściarze”.

Bavette No5. z tuńczykiem

Patelnie zrosić obficie oliwa z oliwek, na nią posiekana cebulkę w dwóch małych lub jednej dużej głowie dodać. Potraktować sola i pieprzem (najchętniej świeżo grubo zmielonym wysiłkiem własnem). Po czasie gdy zeszkli się cebulion jak oko na koniec filmu o rybce Nemo, dodać dwa posiekane ząbki czosnkowatości rodzimej lub zagranicznej. Do całości dodać puszkę tuńczyka, ale z uwaga ta by był to tuńczyk lepszej jakości. Przed dodaniem odlać to w czem pławił się precz, by smaku nie psuło. Zamieszać i wszystko na wolnym ogniu podgrzewać.
I teraz uwagi waszej poddaje pod rozwagę: część dalsza prosta może być jak rozdarcie puszki z pomidorami bez skory lub skomplikowana jak patroszenie pomidorów z pestek i pozbawianie skory po sparzeniu wrzątkiem. W pierwszym przypadku operacje sosowatości zakończycie w minut parę, w drugim w ciągu 30 minut. W tak zwanym międzyczasie gotujecie jego Semolinowatość w słusznej ilości wody osolonej li tylko. Lecz pamiętajcie by nie czynić go już gotowem al dente lecz tuż przed proces gotowania przerwać i odcedzić jego Twardość.
Do gara z makaronem wrzucić na powrót jego witki, zamieszać z sosem parokroć. Podawać na talerz ze startem parmezanem ale i Rubin lub Dziugas dobrem będzie. Po wierzchu pieprzem omamić i zieloności dodać.
Chwalmy czas gdy możemy czuć jak On się po podniebieniu przemyka!

~Jarosław Żuławski

Pandemia w kraju nad Wisłą

To tu, to tam pojawiają się eksperci od wszystkiego i wymyślacze teorii spiskowych na temat pandemii koronawirusa.
Głupi nasz rząd, głupi politycy. Czy Wy nie wiecie w jakim żyjecie kraju? Jakim rządzicie narodem? Trzeba było od razu ogłosić, że żadnej pandemii nie ma. Nikt nie powinien zasłaniać twarzy, a broń Boże na ulicy! Wszyscy powinni udać się do parków, lasów, galerii handlowych. Podawać sobie ręce, obściskiwać, a nawet całować napotkane osoby i niekoniecznie znajome! Jeśli się okaże, że wirus jednak jest, to my, dzielny polski naród, już dawno go przechorujemy i będziemy odporni! I na koniec przywalić wirusowi dekretem (jak Łukaszenko), że go nie ma, nie było i nie potrzeba!
Jakże rozgrzałoby to łącza internetowe, jak wszyscy zaczęliby udowadniać, że pandemia istnieje, że ktoś chce nas potajemnie zarazić, żebyśmy umarli dusząc się do ostatnich chwil. Powstałyby liczne memy gdzie zamiast podawać, że na wirusa zmarło na świecie 20 tyś. osób, podano by prawdziwą liczbę (w chwili kiedy to piszę 234 tyś. ). Na ulicach wszyscy byliby w maseczkach, przestaliby lecieć do sklepu po batonika i robiliby jedne duże zakupy, żeby uniknąć kontaktu z innymi. W parkach i lasach nie spotkałoby się żywej duszy, a jeśli nawet, to pewnie omijaliby się szerokim łukiem.
Tak to się załatwia w tym kraju, gdzie prawo sobie, a obywatel sobie. Właściwie prawo sobie, a obywatel odwrotnie…
Jakie to prawo w naszym kraju jest każdy widzi, ale nie zwalnia nas to z jego przestrzegania. Nasza wiara w istnienie pandemii nie ma tu nic do rzeczy.

~matken