„Munchkin”- zagrożenie czy dar Jego Makaronatowości?

Pastafarianie w większych miastach naszego kraju, innych niż te, w którym przyszło mi żyć, jeszcze zanim nastąpiła epidemia wirusa z koroną w nazwie, ochoczo urządzali spotkania, mające na celu wspólne granie w planszówki (nerdy). Wszyscy wiemy, że najlepsze są tytuły, które dostarczają nam duużooo śmiechu. Nikt nie lubi jak śmierdzący kuzyn-ciotki-babci Henryk dupek po raz kolejny stawia hotel na najdroższym polu na planszy i tylko czeka na ofiarę w poważnych grach (do dziś mu nie wybaczyłem, czego trochę się wstydzę). Kto z nas nie chciałby zagrać w takie tytuły jak: „Pędzące Żółwiki”, „Wybuchające kotki”, czy „Niedźwiedzie vs Bobasy” chociażby dla samej nazwy? Ja na pewno bym chciał. Do kategorii gier wywołujących głównie śmiech z pewnością można również zaliczyć popularnego „Munchkina”. Jest to prosta karcianka i działa trochę jak sesje RPG. Jedyna różnica to brak poniekąd trudnych mechanizmów z gry RPG. Dlaczego miałaby być zagrożeniem dla Pastafarian, miła osobo redagująca ten tekst? Już tłumaczę, tylko zanim zacznę pragnę napomknąć, że jestem ostatnią osobą mogącą wypowiadać się w imieniu KLPS i nie znam tej religii zbyt dobrze. Wszystko co napisane niżej to tylko moje przemyślenia. Stworzone zostały na podstawie dwóch świętych ksiąg przeczytanych raczej dla śmiechu podczas długiej podróży z Podlasia do Krakowa. Koniec o mnie, czas na serię argumentów z kapelusza!
1. Czemu mógłby zagrażać?
– Przede wszystkim Stwórca wyposażony w węglowodanowe macki wielokrotnie podkreśla, że bycie dupkiem jest raczej nieakceptowalne. Niestety, w grze tej jedną z głównych zasad jest właśnie, co za niespodzianka, bycie dupkiem. Wbijanie noży w plecy najlepszym przyjaciołom, kradzież ciężko zdobytych przedmiotów i inne czynności wpisujące się w niemilusią zasadę cel uświęca środki są tu chlebem powszednim. Nieładnie.
– W grze można umrzeć. Po śmierci nie przenosimy się do krainy z fabryką striptizerek dostosowanych do naszych potrzeb i wspaniałego wulkanu piwnego. Zamiast tego, tracimy jedną kolejkę i wszystkie przedmioty, które nosiliśmy w ekwipunku. Przekichane, gdyby nie było to oczywista fikcją.
-W samej polskiej podstawowej wersji gry nie ma karty Latającego Potwora Spaghetti (podobno istnieje w którymś rozszerzeniu. Niestety nikt nie mógł jej znaleźć – jeżeli ją posiadasz, prosimy podeślij w komentarzu). Jest za to marna podróba, zwana groźnie „Wielkim Przedwiecznym” lub „Cthulhu”. Jeszcze bardziej żenuje fakt poświęcenia mu całej oddzielnej edycji gry.
2.Dlaczego gra jest, że tak powiem spoko?
– Szykujmy opaski na oko i drewniane nogi do abordażu. Można grać w wersję o piratach.
– W grze nie do końca jesteśmy sobą. Odgrywamy postać. Jeżeli aktor jest Januszem Traczem na ekranie, nie znaczy to, że dzieli z nim charakter w prawdziwym świecie.
– Zastanówmy się czy Latający Potwór Spaghetti chciałby denerwować się jakimiś dyrdymałami ludzi. Przecież myśli i wie, że to nic nieznacząca zabawa. Nie obrazi się na śmierć za głupią planszówkę. To nie miałoby sensu, a przynajmniej tak się mi wydaje, ale nie jestem na tyle zaznajomiony z Jego religią.
Podsumowując, jak dla mnie twierdzenie, że takie błahostki mogą zagrażać pastafarianom jest lekko głupie. Jednocześnie podkreślam jeszcze raz, jestem tylko śmieszkiem rzucającym czerstwymi żartami. Zapraszam do dalszej wymiany argumentów za i przeciw oraz zaznaczam, że artykuł nie był sponsorowany przez dystrybutorów gry. Jest tylko przykładem i można tu wstawić dowolny tytuł z podobną mechaniką. Przepraszam też, że lekko ubliżyłem Wielkiemu Przedwiecznemu. Każdy potwór jest na swój sposób ciekawy i nie zasługuje na takie traktowanie.
Jeżeli nie znalazłaby się karta z Latającym Potworem Spaghetti, jakie nadalibyście mu moce? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach.
~Paco, łowca alpak

Tekst powstał w ramach cyklu „Nowi tekściarze”.