Bavette No5. z tuńczykiem

Patelnie zrosić obficie oliwa z oliwek, na nią posiekana cebulkę w dwóch małych lub jednej dużej głowie dodać. Potraktować sola i pieprzem (najchętniej świeżo grubo zmielonym wysiłkiem własnem). Po czasie gdy zeszkli się cebulion jak oko na koniec filmu o rybce Nemo, dodać dwa posiekane ząbki czosnkowatości rodzimej lub zagranicznej. Do całości dodać puszkę tuńczyka, ale z uwaga ta by był to tuńczyk lepszej jakości. Przed dodaniem odlać to w czem pławił się precz, by smaku nie psuło. Zamieszać i wszystko na wolnym ogniu podgrzewać.
I teraz uwagi waszej poddaje pod rozwagę: część dalsza prosta może być jak rozdarcie puszki z pomidorami bez skory lub skomplikowana jak patroszenie pomidorów z pestek i pozbawianie skory po sparzeniu wrzątkiem. W pierwszym przypadku operacje sosowatości zakończycie w minut parę, w drugim w ciągu 30 minut. W tak zwanym międzyczasie gotujecie jego Semolinowatość w słusznej ilości wody osolonej li tylko. Lecz pamiętajcie by nie czynić go już gotowem al dente lecz tuż przed proces gotowania przerwać i odcedzić jego Twardość.
Do gara z makaronem wrzucić na powrót jego witki, zamieszać z sosem parokroć. Podawać na talerz ze startem parmezanem ale i Rubin lub Dziugas dobrem będzie. Po wierzchu pieprzem omamić i zieloności dodać.
Chwalmy czas gdy możemy czuć jak On się po podniebieniu przemyka!

~Jarosław Żuławski