Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym

Obecnie nikt przy zdrowych zmysłach nie neguje zjawiska globalnego ocieplenia (z wyjątkiem kilku polityków oraz Ministerstwa Edukacji Narodowej, które zasłynęło ostatnio filmikiem o wątpliwych walorach edukacyjnych). W publicznej dyskusji na temat tego zjawiska, wymienia się zazwyczaj najbardziej oczywiste czynniki takie jak chociażby emisje gazów cieplarnianych, zapominając o jeszcze jednym bardzo istotnym elemencie…
Od XIX wieku liczba piratów na świecie sukcesywnie spada. Wraz ze spadkiem ogólnej liczby piratów, zaobserwować można wzrost średniej temperatury atmosfery (obecne tempo wynosi ok. 0,2°C na dekadę). Im mniej piratów, tym wyższa globalna temperatura. Przypadek? Nie sądzę. Dla niedowiarków zamieszczam wykres poniżej.

Zmiany klimatu mają wpływ na wszystkie części świata. To, że nie widzimy podnoszenia się poziomu mórz („bo przecież mieszkam w górach, w dupie mam morze”), ani topnienia lodowca za płotem sąsiada, nie oznacza, że zmiany te nie dotkną nas bezpośrednio. Dziś możemy przekonać się o tym na własnej skórze.
Od kilku dni w ogniu stoją hektary chronionego obszaru Biebrzańskiego Parku Narodowego – płoną łąki, lasy i turzycowiska, które stanowią dom dla wielu gatunków zwierząt unikalnych w skali Europy. Panująca obecnie susza powoduje, że zapalić się może gleba torfowa – w takim przypadku pożar może trwać miesiącami! Ponieważ ogień znajduje się na trudno dostępnych terenach, jego gaszenie jest ogromnie utrudnione. W gaszeniu pożaru udział biorą zarówno strażacy jak i ochotnicy, a każda akcja gaśnicza wymaga odpowiedniego wyposażenia w sprzęt i zasoby, które nie są nieskończone.
Co możemy zrobić? Zostańmy piratami! Biebrzański Park Narodowy prosi o wsparcie – nie bądźmy obojętni: złupmy nasze portfele w zbożnym celu! Stając się piratami, zwiększymy ich ogólną liczbę w ujęciu globalnym, co przełoży się na redukcję średnich temperatur, przyczyniając się do walki ze skutkami globalnego ocieplenia (z faktami naukowymi się nie dyskutuje). A rabując środki finansowe z naszych własnych kont i przekazując je na ratowanie parku, będziemy piratami, ale z gatunku szlachetnych rozbójników (coś jak Robin Hood…a Robin Hood nie był piratem tylko dlatego, że mieszkał w lesie i miał daleko do morza.) Aby ów akt piractwa był bardziej doniosły można przywdziać opaskę na oko lub zanurzyć się w wannie dla bardziej marynistycznego efektu. (W przypadku przelewów internetowych, klikając „Zatwierdź przelew” należy wydać z siebie gromkie „Arrr!”).
Płonie park, ale Twoja okolica też może być zagrożona brakiem wody. Możesz zatem wesprzeć także organizacje, które walczą o przyrodę w Twoim najbliższym otoczeniu (mile widziane komentarze, w których podacie ich nazwy, dane do weryfikacji oraz numery kont). Działajmy, chociażby lokalnie!
Bądźmy piratami, ale nie frajerami. Przelewów dokonujmy tylko na zweryfikowane konta potwierdzonych zbiórek pieniężnych lub bezpośrednio na konto Biebrzańskiego Parku Narodowego.
Ramen!

~Katja
Tekst powstał w ramach cyklu „Nowi tekściarze”.