Co z tym Anzelmem? Część III ostatnia

My, pastafarianie mamy ten luz, że nie musimy się przejmować istnieniem czy nieistnieniem Potwora, a tym bardziej coś udowadniać  Spaghetti z oliwą, czosnkiem i pikantną papryczką oraz zimne piwo są całkowicie przekonywujące. Jednak Potwór nie zabrania rozmyślania, a więc kroczmy śladami Anzelma.
Udowodnienie Potwora zdaje się niemożliwe, ponieważ rozumowanie Scholastyka odnosi się tylko do bytu doskonałego. A Potwór nie rości sobie prawa do bycia doskonałym ;( Latający – według Anzelma – nie ma więc szans aby istnieć. Takie sąd jest trochę przykry kiedy człowiek już się przyzwyczaił do Potwora i jego macek. Czy konstrukcja dowodu ontologicznego ostatecznie przekreśla doświadczenia (religijne) pastafarian?
Nadzieja tkwi w tym, że Potwór jest jedynym zaplątanym bogiem, a więc jest – ex definitione – splątany doskonale. Wyobraź więc sobie Boga, który jest doskonale zaplątany. Potrafisz? Jednak Potwór-zaplątany-tylko-w-Twojej-głowie jest zawsze mniej-zaplątany-niż-Potwór-zaplątany-w-rzeczywistości. To logiczne! Jeżeli istnieje jedyny splątany Potwor – to musi on istnieć w rzeczywistości! Oto rozumowanie, które w niczym nie uwłacza i równa się dowodowi ontologicznemu. Latający istnieje. QED.

Co z tym dowodem? Część naprawdę ostatnia – można nie czytać 
Pastafarianie mają rację – nasze dowody na istnienie Boga są identyczne z dowodami przedstawianymi przez innych teistów lub są oparte na tych samych… błędach.

~moszym