Co z tym Anzelmem? Część I

Na pewno słyszeliście nie raz: „Mój Bóg naprawdę istnieje, a Potwór to tylko głupi żart”.
Pastafarianin zazwyczaj odpowiada z godnością: „Mamy takie same dowody jak każda inna religia”. I wtedy pada coup de grâce: „Bzdura – św. Anzelm zaorał pastafarian już w XI wieku.” I zapada krępująca cisza. Przełammy ją i pójdźmy śladem św. scholastyka, którego powinno się cenić chociażby za sformułowanie: „Fides quaerens intellectum”. We współczesnym tłumaczeniu: „Skoro wierzymy, że Potwór istnieje – to na pewno znajdziemy argumenty”. Nie wydaje się to racjonalne, ale jest za to wystarczająco Potwornie pokręcone.
Anzelm tworząc swój dowód korzystał z tradycji rozróżniającej dwa rodzaje poznania: empiryczne i rozumowe. Ludzie od zawsze zmysłami badali wszechświat np.: spadanie jabłek. Ich obserwacje przynosiły jednak wnioski typu: jabłko spada na jeża albo obok jeża. Dopiero gdy jabłko trafiło w Newtona zostało sformułowane prawo powszechnego spadania. Później Einstein zmierzył się z zakłóceniami orbity Merkurego i przedstawił swoją teorię. Obecnie naukowcy kombinują z ciemną materią i najpewniej sformułują nowe prawa i wzory.
Podsumowując – poznanie zmysłowe (naukowe) zawsze było, jest i będzie niedoskonałe. Jest jak aplikacja na smartfona – przeważnie działa, ale cały czas wymaga aktualizacji. Co innego poznanie rozumowe: 2+2 to zawsze 4. Rozumowanie nie zależy od czułości naszego zmysłu węchu, czy skali termometru – jest jednoznaczne i wieczne – doskonałe. Dla Anzelma było oczywiste, że jedynie rozsądek jest w stanie uzasadnić Boga (w którego wcześniej uwierzył).

~moszym